Blog
8 min czytaniaNie tak miało być. Co dalej, gdy zabrakło punktów z matematyki?
Jeśli zabrakło punktów z matematyki, wynik może boleć, ale nie musi być wyrokiem. To tekst o tym, jak spojrzeć na nieudaną maturę inaczej: nie przez jedną liczbę, ale przez zadania, które pokazały, czego naprawdę zabrakło.
Odliczanie, które nagle przyspiesza
Przed ważnymi wydarzeniami czas rzadko płynie równo. Gdy przygotowywałeś się do matury, z początku mogło się wydawać, że jest go naprawdę dużo. Można jeszcze spokojnie coś powtórzyć, wrócić do trudniejszych tematów, zrobić kilka arkuszy i poukładać to, co przez rok odkładało się na później.
Jednak im bliżej terminu, tym szybciej ten czas zaczynał znikać. Z miesięcy zostały tygodnie, z tygodni dni, aż w końcu trudno było już myśleć spokojnie, że „jeszcze zdążę”.
W końcu przyszedł moment, w którym nie dało się już niczego odłożyć na później. Usiadłeś przy ławce, otworzyłeś arkusz i zacząłeś mierzyć się nie z planem powtórek, ale z konkretnymi zadaniami, które były przed Tobą.
I wtedy zaczęło się następne odliczanie - już nie czasu do matury, ale czasu na rozwiązanie arkusza.
Na sali egzaminacyjnej czas płynie inaczej. Niektóre zadania wyglądały znajomo, więc szybko pojawił się pomysł na rozwiązanie. Przy innych zatrzymałeś się na dłużej, bo trzeba było pomyśleć, czego właściwie wymaga treść albo jak połączyć dane z tym, co znasz. Być może były też takie zadania, które zostawiłeś na później - z nadzieją, że za chwilę coś się przypomni, po innych zadaniach będzie łatwiej albo jeszcze starczy czasu, żeby do nich wrócić.
Tylko że zadania zostawione „na później” nie zawsze naprawdę dostają swoją drugą szansę. Czas na egzaminie potrafi skończyć się szybciej, niż zakładałeś.
Po oddaniu arkusza zaczyna się jeszcze inny rodzaj czekania - czekanie na wyniki. Już niczego nie można dopisać, poprawić ani przeliczyć jeszcze raz. Można tylko wracać do zadań w głowie, sprawdzać odpowiedzi, słuchać, co mówią inni, albo przeciwnie - odciąć się od tego wszystkiego, bo samo myślenie o matematyce jest za męczące.
Dzień wyników
Potem przychodzi dzień wyników. I nagle coś, co wydarzyło się kilka tygodni wcześniej, przestaje być tylko majowym egzaminem, który już minął. Zamienia się w konkretną liczbę i krótką informację: punktów wystarczyło albo zabrakło. Wracają zadania, których nie zdążyłeś dokończyć, obliczenia, co do których nie byłeś pewien, i ta część arkusza, o której przez jakiś czas może udało się nie myśleć.
To dziwny moment: niczego nie da się już zmienić, a jednak dopiero teraz okazuje się, co z tego wszystkiego wynika.
Dla wielu osób ten moment przynosi ulgę - punktów wystarczyło, żeby zdać. Czasem wynik jest nawet lepszy, niż podpowiadał stres po egzaminie. Można odetchnąć, napisać do kogoś, powiedzieć: „udało się”. I naprawdę - tego życzę każdemu.
Ale nie zawsze tak jest.
Kiedy temat, który miał być zamknięty, wraca
Czasem ta informacja tylko potwierdza to, czego bałeś się już po wyjściu z sali. Wiedziałeś, że było trudno: brakowało czasu, spokoju albo pomysłu na kilka zadań. Może przez te kilka tygodni próbowałeś jeszcze trzymać się myśli, że mimo wszystko punktów wystarczy.
Jednak czasem wiadomość, że z matematyki zabrakło punktów, przychodzi bez ostrzeżenia. Po egzaminie nie było poczucia katastrofy. Może nie wszystko poszło idealnie, może kilka zadań zostało bez pełnego rozwiązania, ale wydawało się, że powinno wystarczyć. I właśnie dlatego przez chwilę trudno uwierzyć, że to naprawdę się stało.
Niezależnie od tego, czy zabrakło naprawdę niewiele, czy dużo więcej, taka informacja potrafi mocno uderzyć. Przez chwilę nie ma jeszcze miejsca na spokojne myślenie o tym, co dalej.
Najtrudniejsze może być właśnie to, że w swojej głowie ten etap był już prawie zamknięty. Egzamin został napisany, arkusze odłożone, przygotowania miały zostać za Tobą. Nawet jeśli czasem wracały myśli o konkretnych zadaniach, to jednak gdzieś pod spodem mogło być poczucie, że najważniejsze już się wydarzyło.
A potem przychodzi wynik i okazuje się, że to jeszcze nie koniec. Że trzeba będzie wrócić do matematyki, do arkuszy, do przygotowań - wejść na nowo w coś, z czego chciałeś już wyjść.
To może wywołać złość, żal, smutek, wstyd albo zwykłą pustkę. Czasem wszystko miesza się ze sobą tak, że trudno nawet powiedzieć, co właściwie czujesz. Wiesz tylko, że jest ciężko - bo nie tak miało być.
Nie musisz jednak od razu wiedzieć, co z tym teraz zrobić. Najpierw może być po prostu trudno przyjąć, że ten etap nie zamknął się tak, jak miał.
Wynik to nie wyrok, tylko informacja
Ale kiedy emocje opadną i pojawi się miejsce na spokojniejsze myślenie, warto spróbować zobaczyć w tym wyniku nie wyrok, tylko informację. Trudną, bolesną, pewnie niechcianą -ale nadal informację.
Ona mówi, że zabrakło punktów. Nie mówi jeszcze, gdzie dokładnie ich zabrakło, dlaczego ich zabrakło i co można z tym zrobić.
Dlatego zanim uznasz, że trzeba uczyć się wszystkiego od początku, warto zatrzymać się przy samym arkuszu. Nie po to, żeby jeszcze raz przeżywać ten sam stres, ale po to, żeby oddzielić fakty od najgorszych myśli, które łatwo pojawiają się po takim wyniku.
Bo „zabrakło punktów” może znaczyć bardzo różne rzeczy. I właśnie dlatego warto zobaczyć nie tylko końcową liczbę, ale też to, co naprawdę wydarzyło się w pracy.
Zajrzyj do arkusza, zanim zaczniesz od nowa
Warto zastanowić się nad skorzystaniem z możliwości wglądu do swojej pracy egzaminacyjnej. Nie po to, żeby za wszelką cenę szukać zagubionego punktu -choć i tego nie da się wykluczyć - ale raczej po to, żeby zobaczyć, w których miejscach punkty naprawdę uciekły i co za tym stało.
Może okazać się, że chodziło o:
- błąd rachunkowy albo źle odczytane polecenie,
- niedokończone zadanie z powodu braku czasu,
- dział, który od dawna był niepewny,
- moment, w którym zabrakło kluczowego „dlaczego tak”.
To ostatnie bywa szczególnie ważne. Bo czasem uczeń zna wzór, kojarzy sposób, widział podobne zadanie, ale w arkuszu nie ma pewności: dlaczego ten wzór, dlaczego ten krok, dlaczego z tych danych wynika właśnie to.
Taka analiza nie cofnie wyniku, ale może zmienić sposób patrzenia na to, co się wydarzyło. Czym innym jest myśl: „nie zdałem matematyki, więc chyba nic nie umiem”, a czym innym zobaczenie, że punkty uciekły w kilku konkretnych miejscach.
Sierpień czy kolejny rok?
To ważne, bo inaczej wygląda przygotowanie do poprawki w sierpniu, a inaczej powrót do matury za rok.
Jeśli przed Tobą jest sierpień, nie chodzi o to, żeby w kilka tygodni „przerobić całą matematykę”. To zwykle byłoby tylko kolejnym źródłem napięcia. Bardziej sensowne jest wybranie tych miejsc, w których masz największą szansę odzyskać punkty: typów zadań, działów i schematów, które da się jeszcze uporządkować w krótkim czasie.
Jeśli do matury wracasz dopiero za rok, sytuacja jest inna. Wtedy można pozwolić sobie na spokojniejsze budowanie podstaw - nie tylko pod konkretne zadania, ale też pod rozumienie, którego wcześniej mogło zabraknąć.
W obu przypadkach jedno jest wspólne: dobry plan nie powinien dokładać kolejnej warstwy chaosu. Powinien pomóc zobaczyć kilka konkretnych miejsc, od których da się zacząć.
Zacznij od tego, co osiągalne
Nie chodzi o to, żeby znaleźć magiczny zestaw zadań, który „na pewno będzie na maturze”. Takiej pewności nie ma. Chodzi raczej o to, żeby mądrze wybrać obszary, w których można jeszcze coś zyskać: zadania, które pojawiają się często, umiejętności, które da się przećwiczyć, i takie fragmenty rozwiązań, które po uporządkowaniu zaczynają dawać punkty.
Nie każde zadanie ma w tym momencie taką samą wartość. Są takie, które wymagają jeszcze wielu wcześniejszych brakujących elementów, i są takie, przy których jesteś już bliżej, niż może Ci się wydawać. Rozumiesz część rozwiązania, kojarzysz sposób, umiesz zacząć, ale gubisz się w jednym miejscu albo nie masz pewności, dlaczego trzeba zrobić właśnie ten krok.
I właśnie takie miejsca często są najlepszym punktem zaczepienia. Nie dlatego, że są „łatwe”, tylko dlatego, że są osiągalne. Można je uporządkować, przećwiczyć i zacząć odzyskiwać na nich punkty, zamiast próbować od razu unieść całą matematykę naraz.
Czasem kilka dobrze zrozumianych typów zadań daje więcej niż nerwowe przeskakiwanie po całym materiale.
Co może pomóc
Nie zawsze łatwo zobaczyć to samemu, zwłaszcza kiedy wynik jest świeży, a emocje nadal są blisko. Czasem w rozmowach po takim wyniku wraca myśl: „Wiedziałem, że coś mogło pójść źle, ale nie sądziłem, że aż tak”. Albo przeciwnie: „Byłem pewien, że powinno wystarczyć”.
Wtedy przydaje się spokojne spojrzenie z zewnątrz - nie po to, żeby ocenić, ile „nie umiesz”, ale żeby pomóc oddzielić przypadkowe błędy od miejsc, które naprawdę wymagają wyjaśnienia.
Dalsza nauka nie musi zaczynać się od chaosu ani od poczucia, że wszystko trzeba naprawić naraz. Może zacząć się od konkretu: od tego, co da się uporządkować jako pierwsze.
To nie cofa rozczarowania. Nie zmienia też faktu, że przed Tobą może być trudny powrót do czegoś, co miało już zostać za Tobą. Może jednak sprawić, że ten powrót będzie mniej chaotyczny.
Bo brakujące punkty nie mówią jeszcze całej prawdy o Twojej matematyce. Mówią tylko, że w tym arkuszu czegoś zabrakło.
A to „czego” można sprawdzić, nazwać i zacząć porządkować.